12 komentarzy

  1. Arleta says:

    21 marca 2016 o 14:07

    Mądrze napisane :)
    Ja się spotkałam ostatnio z tym, że jestem – nie tyle złą – co chyba niemądrą mamą – ponieważ śpię z dziećmi – Ja z synem 4 lata, mąż z córką 1,5 roku (dopiero latem chcę ich nauczyć spać samemu w swoich łóżkach – taki mam plan). Żeby troszkę sprawę wyjaśnić, zaznaczę, że moja sypialnia znajduje się na jednym końcu mieszkania, a pokój dzieci na drugim.
    Śpię z synem, bo w nocy muszę go wybudzić, żeby zaprowadzić do toalety :) Gdybym spała w sypialni, zapewne bym się nie obudziła. Może to nie jest najlepszy pomysł, że nie śpię z mężem, ale zapewniam, że nasze życie osobiste na tym nie cierpi :)
    Najbardziej bawi mnie to, że te wnioski wysunęły mamy, które łóżka swoich dzieci mają niecały metr od swojego łoża małżeńskiego ;)

    • rozamarzy says:

      21 marca 2016 o 21:45

      Ludzie czasem lubią wysnuwać wnioski o czyimś życiu na podstwie jakiś wyrywkowych o nim informacji ;) Jeśli Wam tak jest dobrze i Wasza rodzina na tym nie traci tylko zyskuje, to nie wiem czemu ktoś miałby się czepiać. W niektórych kulturach to zupełnie normalny model – mama z jednym dzieckiem, ojciec z drugim. W końcu relacja z mężem to nie tylko małżeńskie łóżko, co? :)

  2. Agnieszka K. says:

    21 marca 2016 o 20:29

    Jejku. Czemu ja dopiero w zeszłym tygodniu trafiłam na Twój blog. Tak fajnie piszesz. Jestem Mamą 3latka a za dwa tygodnie druga dzidzia do Nas zawita. Mój synek od poczatku spal w swoim pokoju w swoim łóżeczku. Mimo że chodziłam mega niewyspana to wolałam żeby spal sam. On chyba tez tak chcial bo nie protestował. Gdy go kładłam do nas do łóżka to oczy jak 5zlotych i nie chcial spać. Teraz jest odwrotnie. Oboje mamy potrzebę spać razem wiec śpi razem z nami w naszej sypialni. Mieliśmy dość spore problemy z kp dlatego nasza przygoda skończyła się po pól roku z dobrym rezultatem dla obu stron. Pozdrawiam, Agnieszka K.

    • rozamarzy says:

      21 marca 2016 o 21:42

      Jej, jak mi miło, że trafiłaś i zostałaś :)) To co piszesz, to najlepszy dowód na to, że potrzeby różnych członków rodziny są różne w różnym czasie i właśnie za tymi potrzebami trzeba iść :))

  3. says:

    22 marca 2016 o 09:19

    Mam wrażenie, że te biedne mamy z forów i grup bliskościowych się pogubiły. Traktują różne techniki opieki nad dzieckiem zerojedynkowo, zapominając, że podstawą rodzicielstwa bliskości jest właśnie szacunek do emocji i traktowanie płaczu, „marudzenia”, złości, histerii dziecka jako sygnalizowania potrzeb, a nie próby manipulacji.
    Warto spojrzeć na to w ten sposób: kp, chusta, wspólne spanie, urlop wychowawczy to tylko pierwsze lata życia dziecka, a przecież rodzicielstwo bliskości możemy „uprawiać” całe życie! W późniejszych latach opiera się ono właśnie na szacunku i zrozumieniu potrzeb i emocjj. Czy jeśli np. 12-latek nie będzie karmiony piersią, noszony w chuście, nie będzie spał z rodzicami, a mama postanowi (w końcu!) wrócić do pracy, to jego rodzice już nie mogą stosować rodzicielstwa bliskości? Czy opiszą swoje wątpliwości w sieci? ;-)

  4. says:

    22 marca 2016 o 20:23

    Pamiętam, że nim weszłaś w fazę „poradnikową” bloga, napisałaś zdanie, że dziecko jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze i że dbasz o relacje z mężem, bo to z nim spędzisz resztę życia. Uznałam wtedy to zdanie za bardzo mądre i zapamiętałam. Bo jest takie przyszłościowe. Potem pojawiło się mnóstwo tekstów poradnikowo-moralizujących na temat rodzicielstwa bliskości i faktycznie pomyślałam, że odeszłaś od tamtej wypowiedzi. W ostatnim czasie brzmiałaś faktycznie trochę fanatycznie :). Bardzo się cieszę, że napisałaś powyższy tekst. Bo brzmi on tak, jak wtedy to zdanie, które tak we mnie utkwiło :).

    • rozamarzy says:

      22 marca 2016 o 20:34

      Dzięki za komentarz! Kurcze, nie chcę brzmieć moralizatorsko. Muszę się więc dokładnie sobie przyjrzeć ;) Chcę być pomocna, ale moralizować to nie chcę, raczej radzić ;)

      Dałaś mi do myślenia, dzieki :)

      Rodzicielstwo bliskości uważam za środek do celu, a nie cel sam w sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *