22 komentarzy

  1. Marzena says:

    16 lutego 2016 o 10:08

    Wydrukować i powiesić w kilku miejscach w domu. Bardzo mądry tekst. Choć nie jest łatwo się stosować do tych prawd :)

  2. says:

    16 lutego 2016 o 10:36

    Przyznaję, że przyszło mi to najłatwiej z wielu moich pomysłów na macierzyństwo brak „ochów i achów” wyszedł naturalnie. Słowa jestem/widzę/słyszę są podstawą mojej komunikacji z córą :)
    Bardzo fajnie napisałaś ten tekst- podane alternatywy są bardzo pomocne!

  3. A-Z says:

    16 lutego 2016 o 11:49

    Niezwykle przydatne i mądre wskazówki dla rodziców i szczególnie dziatków. Bo im jest trudniej zrozumieć taki sposób wychowywania. „Kiedyś było inaczej i lepiej”- to najczęstsza odpowiedź. Jest im trudniej gdy nie mieszkają razem i każde spotkanie z wnukami to eksplozja uczuć. które jakoś muszą się uzewnętrznić. Dziecko uczy się, zdobywa doświatczenia życiowe przede wszystkim dla siebie. Jednak w moim przekonaniu nie ma niczego złego w tym, że może coś robić również dla babci, mamy czy taty.Nazwę to”dobrymi uczynkami”. Tylko z serca, żeby mama, babcia się cieszyła.To takie tworzenie dobrego człowieka.

    • rozamarzy says:

      17 lutego 2016 o 22:29

      Rodzice to rodzice, a dziadkowie to dziadkowie i warto im zostawić przestrzeń, by sami budowali relację z dzieckiem na własnych zasadach :)

      Jasne, dziecko może i chce robić coś dla innych – to naturalna chęć sprawiania życia innych lepszym. CO nie oznacza, ze powinno być za to nazywane „cudownym” lub „wspaniałym” ;)

  4. pestka says:

    16 lutego 2016 o 12:45

    Zgadzam się jak najbardziej, tylko pytanie co zrobić jeśli inni w naszym otoczeniu nadają dziecku takie etykiety (jak zachować się gdy babcia przy nas mówi do dziecka „pięknie to narysowałes, jestes wspaniały” itp.?

    • rozamarzy says:

      17 lutego 2016 o 22:28

      Jesteśmy odpowiedzialni za to, co sami robimy ;) I często z cudem graniczyłoby przekonanie innych do swoich teorii. Ja wychodzę z założenia, ze babcie i inni członkowie rodziny budują z dzieckiem swoją własną relację i, dopóki nie dzieje się krzywda, staram się nie ingerować, choć czasem by się chciało ;)

  5. moniq says:

    16 lutego 2016 o 16:08

    Mądry i przydatny tekst. Muszę przekazać mężowi oraz babciom ponieważ trudno do nich docierają moje wielokrotne prośby i tłumaczenia. Jednak największym wyzwaniem byłoby dla mnie przedszkole mojej 4,5 letniej córki tam każda praca pomoc cokolwiek jest oceniane i etykietowane. Niestety niesie to swoje plony bo gdy swobodnie malujemy córa pyta raz po raz – podoba Ci się? Ładnie to narysowalam? Ja wtedy cos tam mówię a ona wzburzona – ale powiedz czy ładnie to zrobiłam. Dla mojego wlasnego pocieszenia ostatnio u lekarza odpowiedziała że ona żadnych nagród nie potrzebuje, przecież musiała się zbadać :) pzdr

    • rozamarzy says:

      17 lutego 2016 o 22:26

      Niestety, mamy często wpływ tylko na to, co dzieje się w domu. I tu warto umacniać w dziecku poczucie, ze zewnętrzne oceny nie są ważne. I, gdy pyta „czy ładnie” odbić piłeczkę i zapytać „czy tobie się podoba?” My często rozmawiamy o tym, że najważniejsze jest to, by dzieło podobało się autorowi ;)

    • Anna Kwiatek-Kucharska says:

      18 lutego 2016 o 22:31

      Syn na razie w żłobku, ale tam też królują „ochy” i „achy”, mam nadzieję, że nie namiesza mu to w głowie za bardzo. Dobrze, że przedszkolakowi można odbić piłeczkę :P chociaż to pewnie też bywa wyzwaniem.

  6. Kasia says:

    16 lutego 2016 o 21:22

    Hmm… Odniosę się zarówno do artykułu jak i grafiki, która pojawiła się dziś na facebooku. Zgadzam się, niektóre „zamienniki” są całkiem sensowne, inne za to nieco wydumane. Moim zdaniem po prostu spontaniczne i szczere „świetnie!/super!/wspaniale!” brzmi lepiej niż „widzę, że taniec sprawia Ci radość”. Nie brzmi to naturalnie, a i nacisk jest na własne odczucia – w tym wypadku małego tancerza, a nie tego, kto również mógł się cieszyć z występu. Wiem, wiem – mamy budować poczucie własnej wartości. Ale czy kiedy słyszysz od szefa „Wiem, że napracowałaś się nad tym projektem” (ale wybraliśmy projekt koleżanki) lub od męża „Wiem, ile wysiłku włożyłaś w przygotowanie kolacji” (ale i tak wolę schabowy od tarty) odczuwasz taką samą satysfakcję jak kiedy mówią Ci „jesteś najlepsza!”/”wyśmienite!”?

    • Mama says:

      16 lutego 2016 o 22:37

      Kasia trafiłaś w samo sedno! Też mam takie odczucia po przeczytaniu tego tekstu. Odzywka typu „Widzę, że jesteś zadowolony z tego, co zrobiłeś” automatycznie nasuwa podtekst: ty jesteś, ale ja nie do końca… Za dużo staracie się ogranicza. Wrzućcie mamy trochę na luz, bo zamiast cieszyć się macierzyństwem za dużo czasu poświęcacie na analizowanie najmniejszego gestu i słowa. Brak tu spontaniczności, za to jest ogrom kalkulacji i to jest smutne…

    • rozamarzy says:

      17 lutego 2016 o 22:36

      Podkreślę, ze zdania przytoczone w magicznej facebookowej tabelce to były tylko przykłady ;) Ja staram się mówić o swoich uczuciach spontanicznie. Naturalnie. A „ochy i achy” to tak naprawdę mają mało wspólnego z naturalnością. Często są kalką z tego, co sami słyszeliśmy i nie umiemy inaczej. A dużo więcej znaczy dla kogoś powiedzenie „na maxa smakuje mi twoja kolacja” niż „jesteś świetną kucharką”. Moim zdaniem zawsze, w kontaktach z dziećmi i z dorosłymi, warto jest mówić o wlasnych odczuciach, jak najbardziej rezygniując z ocen i etykietowania.

      Ja jestem właśnie za brakiem kalkulacji i jak największą naturalnością. Serio. Może inaczej odczytałyście mój tekst, ale do kalkulacji mi daleko. Blisko mi do nauki takiego języka, który po prostu buduje relację.

      Dzięki za komentarze! Budują dyskusję, a o to chodzi!

      • Anna Kwiatek-Kucharska says:

        18 lutego 2016 o 22:29

        Też mam problem z tymi opisowymi zdaniami, może to kwestia przyzwyczajenia? A typowe „super!” czy „pięknie!” tylko brzmią bardziej spontanicznie, bo są krótsze?

      • AlicjaB says:

        19 lutego 2016 o 13:34

        Zastanawiam się, czym różni się „na maxa smakuje mi Twoja kolacja” od „bardzo podoba mi się Twój obrazek”? Moja córa ma dopiero siedem miesięcy, więc długa droga przed nami i temat pochwał też gdzieś się powoli pojawia. Czy każda pochwała jest „pozytywnym wzmocnieniem” obliczonym na efekt? Czy jeśli Mała zaczyna raczkować i zachwyca mnie swoją nową umiejętnością, a ja dam temu wyraz właśnie pochwałą „jesteś świetna, silna, zdolna”, to następnym razem znów stanie na kolanach tylko po to, żeby usłyszeć to samo? A mój zachwyt był sztuczny? I czy jedząc kolację z mężem chciałabym usłyszeć od niego, że najważniejsze czy MI smakuje to, co ugotowałam? Druga sprawa, jaka mi się nasuwa, to że niektóre rzeczy robimy właśnie po to, żeby sprawić komuś przyjemność. Jak chociażby ta kolacja dla męża – chodzi mi właśnie o to, aby JEMU smakowało. Dzieci też z reguły rysują swoje obrazki dla mamy, dla taty. To takie codzienne prezenciki. I chcą wiedzieć, czy udało im się sprawić przyjemność osobie obdarowanej? Mój tata, babcia do tej pory mają teczki pełne naszych (moich, mojego rodzeństwa) dzieł. I wciąż uważają je za piękne:) Nawet dziś, gdy tata pokaże mi jeden z tych historycznych obrazków jest mi miło, gdy usłyszę pochwałę, jakim to byłam zdolnym dzieckiem. Czy to znaczy, że tym zdaniem buduję wciąż swoje poczucie wartości? Jasne, teraz jestem dorosła… Trudne to zagadnienie pochwał:) Podobają mi się propozycje zamienników, które podałaś w tekście. Ale też myślę, że są sytuacje, kiedy proste „jesteś super” będzie najlepszym, co możemy powiedzieć:) Pozdrawiam!:)

        • rozamarzy says:

          19 lutego 2016 o 21:23

          no właśnie o tym pisałam że „na maxa smakuje mi to co ugotowałaś” to tak samo jak „bardzo podoba mi się Twój obrazek” – to zdania, które są w porządku. Bo odnoszą się do subiektywnych odczuć, a nie do ocen arbitralnych.

          Ja uważam, że warto ważyc słowa i zawsze próbować mówić o swoich odczuciach, bez ocen. A to, ze czasem cisną się na usta, to jasne ;)

          Jeśli ktoś robi cos dla mnie, to jasne, ze nie powiem mu, ze najważniejsze, ze jemu się to podoba/smakuje. Jeśli dziecko rysuje dla mnie rysunek i daje mi go w prezencie to przenigdy nie powiem, ze najważniejsze, żeby jej się podobał. Raczej podziękuję i skupię się ile dla mnie to znaczy. Jak barzdo MI się podoba.

          Bo w mówieni, ze coś mi się podoba, smakuje, jest dla mnei ważne, sprawia, że żyje mi się lepiej – nie ma oceny. Ocena jest w tym, gdy córka przynosząc mi rysunek usłyszałaby „cudowny”, „wspaniały”

          Pozdrawiam też, i dzięki za głos :)

  7. says:

    17 lutego 2016 o 23:26

    Wydaje mi się że kluczem do sukcesu jest autentyczność rodziców w odbiorze zachowań dziecka. Problem w tym, że dorośli często lubią „zachowywać formę”, tj. udawać kogoś innego niż są naprawdę. Moim zdaniem taka postawa rodzica przekłada się na ocenianie dziecka, czyli bezmyślnie powtarzane „ochy” i „achy”.

  8. Kamila says:

    17 lutego 2016 o 23:57

    piękny tekst i bardzo dający do myślenia. Nie raz się zastanawiałam nad moją komunikacją z moim dwulatkiem (od kilku dni) i miałam czasem „zawiechy” i pytania wewnętrzne, czy to jak mówię i co mówię ma na niego wpływ i w jakim sensie i z jakim rezultatem… Teraz wiem, że moja i męża komunikacja jest nie tyle poprawna, co zasadna:-) Słowa widzę, czuję, jestem stoją na pierwszym planie w moim umysłowym słowniku :))

  9. Magda says:

    18 lutego 2016 o 10:18

    U nas często Dziadkowie chwalą. I to naprawde czasem w momentach niepotrzebnych zupelnie. Czasem klaszcza albo mówią brawo jak po prostu sobie tanczy po domu. Po co? Nie wiem. Przeciez córa robi tak cały czas. Codziennie skacze i bryka do muzyki.

    A jak juz mowia „taka bylas grzeczna to masz w nagrode czekoladke” to juz zupelnie mnie bierze… Tłumacze i nie rozumieja co w tym złego. Oni chwalili cały czas. I co? Tlumaczyc ciagle i ciagle? Tlumacze ze moga dac gorzka czekolade (bo daja gorzka rzeczywiscie – to juz wywalczylam wczesniej ;)) ale nie musza mowic ze to za to ze byla grzeczna, albo ze tak ladnie cos zrobila. Mozna dac czekolade po prostu – przynoszac ja i czestujac wszystkich.

    Nasza córka w ogole nie lubi jak ja ktos chwali za bardzo. Czasem jest ok. Ale czasem przerwywa to co robila. Mowi ze nie lubi jak ktos mowi. Moze sie zawstydza wtedy, moze nie chce aby komentowano co robi… Moze to dlatego ze ja czesto jestem i mowie jej ze lubie jak np uklada puzzle, bo naprawde jej to idzie bardzo dobrze. Ale nie nachylam sie nad nia i nie bije brawo. A jak ktos przyjdzie z zewnatrz – chociazby dziadek – i zaczyna klaskac, czy komentowac (mimo ze pozytywnie) to nie lubi tego.

    Tak jak piszesz: „To nam, dorosłym wydaje się, że trzeba coś powiedzieć. Ocenić. Skwitować. A dziecku często wystarcza nasza obecność. I świadomość, że dla rodzica ważne jest to, co robi.” I NASZA CORKA TEZ TAK WOLI. LUBI TO NASZE „BYCIE” I WYSTARCZA.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *