19 komentarzy

  1. says:

    21 lipca 2016 o 11:02

    bardzo wazny temat! dobrze ze go poruszylas! nigdy nie mowie takich rzeczymoim maluchom, ale mowi je…personel medyczny i dziwi sie ze go w tym nie wspieram, a wrecz pytam czy moza to robic wolniej, czy mozna dziecku najpierw wytlumaczyc co sie bedzie dzialo… nie spotykam sie z milymi reakcjami ;)

    a jak slysze ww. tekksty od rodzicow do innychmaluchow, toserce mi sie kraje, a krew gotuje…

    • says:

      21 lipca 2016 o 12:12

      Tak personel medyczny potrafi być okropny. Przekonałam się o tym będąc z sześciotygodniową córeczką w szpitalu. Musiałam podwinąć rękaw, żeby odkryć welfron. Robiłam to powoli i delikatnie a pielęgniarka na to ,że Ona to zrobi bo nie ma czasu na takie cackanie się! I nie była to sytuacja wymagająca szybkiego podania leku,ponieważ ta kobieta przyszła z płynem do przeczyszczenia welfronu. Wzięła mi dziecko, przysunela na kocyku do siebie i zrobiła co trzeba. To nic, że ja szarpnęła… kto by się dzieckiem przejmował. Ja rozumiem, że pielęgniarki mają dużo obowiązków, ale takie zachowanie to przesada. Trafiając z córką do szpitala, popełniłam też błąd oddając Ją pielegniarce na pobranie krwi. Ledwo weszlysmy do sali i już mi Ją zabrała. Powiedziała ze zabiera dziecko na pobranie krwi i tyle ja było widać. Zostałam bez słowa, w pustej sali. Siedziałam na łóżku i słyszałam jak moje Dziecko płacze. Płakałam i nie mogłam tego znieść. W końcu wstałam z zamiarem pójścia tam, ale pielęgniarka wróciła i oddała mi Córeczkę roztrzesioną i przerazoną . Okazało się, że miała zakładany welfron. A w dniu wyjścia do domu okazało się, że aby założyć welfron pielęgniarka wbijała igłę 7 razy. Już nigdy więcej nie oddam dziecka. Zawsze pójdę z Nią. Wszędzie. I nie pozwolę na takie traktowanie.

    • Anna says:

      23 lipca 2016 o 00:28

      Przeczytałam kilka wpisów rodziców krytykujących pielęgniarki za pospiech za zbyt obcesowe traktowanie, nie zaprzeczam , że tak się nie dzieje, ale kochani pomyślcie o tym , że wasze dziecko nie jest jedynym pacjentem któremu pielęgniarka musi pobrać krew do badania. Czasami jest ich kilkanaścioro a ma na to określony limit czasu, dajmy na to 1 godz. Gdyby tylko na jednego pacjenta przeznaczyła 10 min mogłaby pobrać krew tylko 6 dzieciakom, a co z innymi którzy tez muszą mieć pobrania.Dlatego warto dziecko przygotować do tego, co się będzie działo w gabinecie. Wcześniej w domu,wyjaśnić, nie kłamać, że to nic takiego, ze nie będzie bolało , ale powiedzieć prawdę i zapewnić dziecko , że się przy nim będzie i że ból będzie trwał krótko. Można również zaaplikować w miejscu wkłucia maść p/.bólową co znacznie złagodzi ból.Jestem pielęgniarką pracowałam wiele lat w gabinecie zabiegowym i z doświadczenia wiem, iż dziecko któremu rodzice wyjaśnili uczciwie co będzie się działo w czasie zabiegu, bardziej spokojnie reagują na nawet nieprzyjemne zabiegi.Pozwólmy też dzieciom na wyrażanie swego lęku po przez płacz, nie uspokajajmy go na siłę zwłaszcza kłamstwami , że to nie będzie bolało.Przytulajmy , aby dziecko czuło, czuło iż nie jest w swym bólu osamotnione. Jeszcze jedna rada dla rodziców niech na badanie z dzieckiem pójdzie ten rodzic, który jest bardziej opanowany , by stres rodzica nie przechodził na dziecko i nie potęgował jego lęku. Na koniec życzę wszystkim dzieciom dużo zdrowia i może jeszcze tego , aby w końcu ktoś wymyślił bezbolesna metodę pobierania materiałów do badań.

  2. says:

    21 lipca 2016 o 11:54

    Dziękuję za ten tekst! Mówmy i piszmy o tym problemie, bo niełatwo wyrwać się ze schematów, w których wielu z nas wyrastało: z tych „niepłaczów”, z nicsięniestałowania i drobnych kłamstewek.

  3. Ewa says:

    21 lipca 2016 o 12:45

    U nas w szpitalu 2 tygodnie temu- pierwsze świadome pobranie w życiu 4-latka i założenie wenflonu. Pielęgniarka nie wyjaśniła ani mnie ani Synowi nic. Kazała tylko się położyć. Gdy zacisnela opaskę na ręku (bez ostrzeżenia!)zaczęła się histeria. Ja (mimo ciągłego krzyku Syna) spokojnym głosem opisywalam co się teraz będzie działo i dawałam zrozumienie dla jego uczuć. Usłyszałam na to: „co Pani będzie tłumaczyć! trzeba to zrobić szybko i już!”. Na moje uwagi, że wolałabym wolniej nie zareagowały… W pewnej chwili kropla krwi kapnela na rękę Syna. Przeraził się, wiec tłumaczę mu spokojnie, że to jego krew (nigdy nie skaleczyl się tak, żeby kapało ) i co to jest krew. Ba to tekst: „Myśli Pani, że on coś z tego zrozumie! Nie trzeba nic mówić”. Dopiero po tym zaczęły się krzyki, bo oczywiście zrozumiał za kogo go ma ta pielęgniarka… To było straszne doświadczenie poziomu komunikacji z pacjentem tych, którzy powinni robić to najlepiej!

  4. paulina says:

    21 lipca 2016 o 14:32

    U nas jak wyżej, ZAWSZE znajdzie się ktoś kto rzuci takim tekstem, czy właśnie gdzieś w przychodni, a nawet na spacerze jak dziecko mi płacze znajdzie się ktoś kto stwierdzi, że nie radzę sobie bo mi dziecko płacze i koniecznie ruszają na ratunek takimi tekstami. Taki duży (2,5l) chłopczyk i płacze. No nóż mi się w kieszeni otwiera. Ale u nas niestety pobranie krwi jest możliwe tylko przy oglądaniu bajek na smartphonie. Choć syn siedzi mi na kolanach, tule go i głaszcze, stara się tak wyrywać, że musialabym siła go trzymać razem chyba z czterema osobami… więc mówię co pani zrobi z jednej strony, a z drugiej oglądamy baje. na szczęście zbyt często nie ma potrzeby robić takich badań.

  5. Asia says:

    21 lipca 2016 o 15:13

    A ja myśle, ze rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy lub po ludzku chcą sobie ułatwić. Moje maluchy dość wcześnie zaczęły mieć pobierana krew. Zanim starszy skończył rok, obyło się bez płaczu. Od tamtej pory jest dramat. I mimo, ze nigdy go nie oklamalismy, tłumaczyliśmy dlaczego, to jak wie ze jedzie do przychodni na pobranie krwi, to płacz jest praktycznie od progu. I ja to rozumiem i wspieram, ale wyobrażam sobie ze są rodzice którzy chcą sobie tego oszczędzić.

  6. Magda says:

    21 lipca 2016 o 18:44

    Bardzo potrzebny wpis. Ja sie spotykam czesto z tekstami „nie placz” i to od najblizszej rodziny. Zawsze pytam wtedy „a dlaczego nie mozna plakac?”. I wtedy jakos wszyscy sie nagle zastanawiaja. Dwulatek albo trzylatek grzeczny, siedzacy przy mamusi i nigdy nie placzacy… to by bylo dziwne… A dziecko placze najczesciej gdy chce nam cos zakomunikowac. Dzieciece powody do placzu sa zupelnie inne niz nasze. Im wystarczy czasem rozlany sok albo cos takiego. Czasem sami dorosli placza. Czasem z jakiegos powodu, czasem bez albo ze zmeczenia. My mozemy. A dzieci nie?

  7. Magda says:

    21 lipca 2016 o 18:50

    A co do personelu medycznego i opisywanych wyzej przypadkow… to mi sie wydaje ze duza czesc doroslych po prostu nie tlumaczy swoim dzieciom nic, nie licza sie z ich zdaniem, mysla wlasnie ze to sa male dzieci wiec nie musza wiedziec, wiec nie musza miec wyjasnione, nie musza wiedziec gdzie jada i co bedzie sie dzialo, nie musza bo sa to przeciez male dzieci. Ja zawsze rozmawiam z moimi dzieciakami. Opowiadamy sobie caly dzien, nawet co bedziemy robic po kolei, gdzie bedziemy jechac. Dziecko wtedy wszystko wie, jest spokojne i czuje sie bezpieczne. Zbyt malo rozmawiamy z dziecmi, zbyt malo ich sluchamy i zbyt malo im tlumaczymy.

  8. BlueCat says:

    21 lipca 2016 o 19:41

    Dla mnie najgorsze jest jak rodzice nie są szczerzy z dzieckiem i nie tłumaczą mu co się dzieje/co się będzie działo.

    Ja mam autentyczną traumę z dzieciństwa. Sytuacja miała miejsce dwa razy! Raz jak miałam lat 7? Poszłam z mamą na ‚badania’. Dostałam głupiego jasia i po chwili byłam na sali i mi wkładali jakieś rurki do buzi ( gastroskopia). Byłam przerażona.

    Drugi raz poszłam do szpitala, aby ‚obejrzeli moją złamaną rękę”, która już była w gipsie. Byłam już starsza chyba 10 lat. Ale jak nagle obudziłam się na sali pooperacyjnej, skołowana, sama, w tym wielkim białym pomieszczeniu, to się strasznie przestraszyłam. Nie wiedziałam co się dzieje i gdzie ja jestem.

    Taka anegdotka żeby nie zakładać, że zawsze lepiej skłamać. „Bo jak dziecko nie wie co go czeka to nie będzie płakało i się bało”. Do pewnych rzeczy trzeba dziecko przygotować!

  9. Matka blizniakow says:

    21 lipca 2016 o 22:02

    Również na początku tego miesiąca spędziłam aż dwa tygodnie z moimi bliźniakami w naszej powiatowej placowce szpitalnej. Wrażenia mam okropne. Sama mam traume po tym pobycie, zawsze wspieram moich synów w takich sytuacjach jak szczepienia, czy inne kucia, a w ostatnim czasie byłp tego sporo, ba jak chłopcy płacza to rozpuku (maja roczek) to ja czesto płacze razem z nimi, tule pocieszam, całuje. Pomyślcie sobie jak mogłam się poczuć gdy przy kolejnym pobraniu gdy mój synek miał już tak pokute rączki i nóżki że kucie było w głowke mocno go tuląc dostałam „zjebke” od pielegniarki, żebym go nie dusiła bo nic mu się nie dzieje. Stwierdziła że jestem za miękka dla nich. Ręce opadaja. Na sali w tym samym czasie była mama z córeczką (rok i 4 mc) metoda tej pani było ciągłe wystawianie dziecka na ocene innych. Drażniło mnie to niesamowicie, szkoda było mi tej małej która ciągle słyszała od matki: zobaczcie wszyscy jaka Hania jest niegrzeczna, niech wszyscy zobaczą jaka z niej beksa itp. Ludzie więcej czułości i ciepła dla SWOICH pociech.

  10. Mili says:

    21 lipca 2016 o 22:12

    A mi sie wydaje ze personel medyczny powinien być przeszkolony w kontaktach z małym pacjentem i powinno to być szkolenie obowiązkowe szczególnie dla pracujących w zawodzie od lat. Przebywam aktualnie z córka w klinice gdzie są praktycznie sami mali pacjenci a co dziesiąta osoba z personelu wie jak postępować z dziećmi. Na badaniu oddechowym córka zaczęła kaszleć i trzeba było je powtórzyć. Pani pielegniarka mówi do 5latki: wykaszl się teraz, żeby nie przerywać kolejnego badania. A ja sie pytam czy to w ogóle możliwe?
    Z drugiej strony słyszę na korytarzach groźby, komendy „nie płacz!” i co najgorsze: „jak będziesz/nie będziesz czegoś tam, to dostaniesz zastrzyk!” I potem nie dziwne, ze dzieci płaczą na same słowa lekarz/pielegniarka/badanie. W dodatku maja przestawiony fałszywy obraz podawania leków. Ze niby za karę… Myśle, ze przydałaby sie taka akcja dla rodziców, choćby plakatowa w przychodniach, z informacjami i wskazówkami, co robić a czego nie w czasie wizyty. Takie podsumowanie tego co opisałaś w swoim poście. Może nawet z rozszerzeniem opisu jak wspierać dziecko…

  11. says:

    22 lipca 2016 o 10:48

    Ręce opadają…„Jak będziesz taki niegrzeczny (czytaj „jak będziesz płakał przy zmianie cholernie bolącego opatrunku”) to mama więcej z tobą nie przyjedzie do szpitala” – po takim tekście pewnie zrobiłabym wszystko (łącznie z kopaniem pielęgniarek) żeby mama spełniła obietnicę…

    Rozumiem jednak, że czasem dorośli, w poczuciu bezsilności, zmęczeni i zestresowani, nie myslą zbyt logicznie i nie zastanawiają się nad konsekwencjami swoich uwag. Świetnie, że podajesz rozwiązanie, co w zamian.

  12. says:

    28 lipca 2016 o 23:35

    Zaglądam tu często, rzadko komentuję, tak mam. Zresztą, co mam wiele komentować, skoro mówisz wszystko to, co moja głowa sobie myśli ;) Dziś chcę tylko napisać, że – oczywiście – zgadzam się praktycznie z każdym słowem… Niestety, to jest tak powszechne zjawisko, to negowanie bólu, płaczu, cierpienia dziecka, nawet małego, nawet takiego „o stuknąłem się w kolano” i już słychać chórek „nic się nie stało”. W mordę jeża, jak to nic się nie stało? Się stało. I boli.

  13. Monika says:

    7 sierpnia 2016 o 20:40

    Ostatnio byłam na pobraniu krwi z 2-miesięcznym maluchem. Był ze mnną mój 3,5 letni syn. I pielęgniarka mówiła, że źle zrobiliśmy biorąc starszaka, bo się wystraszy. Na co ja jej, że Szymek wie, co się będzie działo, dokładnie mu wytłumaczyliśmy dlaczego Bartek będzie płakał. A on się nie boi mocno, bo miał miesiąc temu robione wyniki i zniósł to dzielnie bo go nie okłamaliśmy.
    Była w lekkim szoku jak można tak dziecko brutalnie potraktować :P.

  14. Kasia says:

    5 września 2016 o 14:37

    A ja tak z innej beczki:-) czytam Twoj blog juz ktorys dzien od deski do deski (juz mi malo zostao do konca/poczatku:-)) strasznie mi sie podoba to co piszesz i chcialam sie zapytac o to nieszczesne chwalenie. Zgadzam sie z tym co na fen temat piszesz, zreszta poszerzylam temat w kilku miejscach, sama mysle ze jestem taka „ofiara” wychwalania i chcialabym synowi tego oszczedzic, nawet udalo mi się wytlumaczyc to mezowi, ktory zgodzil sie postarac przystopowac troche z oh i ah:-) ale problem mam z tesciami. Mieszkamy razem i kazde spotkanie z babcia polega na jej monologu jak pieknie jesz jak pieknie pokazujesz palcem jam pieknie oddychasz… pisalas zeby nie wtrącać sie w takie relacje ale jesli syn przez 3/4 czasu jedyne co slyszy to zachwyty babci to moje niechwalenie pewnie nawet nie zostanie przez niego dostrzezone:-/ nie wiem jak ppdejsc do tematu. Babci nie przekonam:-/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *