8 komentarzy

  1. Ania R. says:

    2 czerwca 2016 o 09:27

    Zgadzam się w 100%.
    Biustonosz i wkładki się przydają (choć na początku owijałam się po prostu pieluchą ;)). Laktator i butelki – dopiero teraz (po 3 miesiącach) i tylko z musu, bo muszę podawać córce suplementy rozpuszczone w mleku. Gdyby nie to, w ogóle bym się tym nie przejmowała :)

  2. IreMo says:

    2 czerwca 2016 o 09:39

    to: „Wsparcie (i to najlepiej telefoniczne o każdej porze dnia i nocy) kogoś, kto ma za sobą udaną laktacyjną drogę.” plus wkładki laktacyjne i biustonosz na początek wygodny. Nic więcej nie potrzeba, no i karmić, karmić, karmić tyle ile potrzebuje dziecko,a ono potrzebuje tyle, że rozbuja nam laktację na 100%. Spokój i spokój, i jeszcze raz spokój, który w hormonalnej huśtawce niestety nie zawsze udaje się osiągnąć, ale każda Mama ma go w sobie, i każda Mama da sobie radę, bo jest to przecież Mama :)a dziecko, nie tylko na początku swojej drogi, choć wtedy szczególnie potrzebuje Mamy i intuicyjnie mały ssaczek przytuli się do piersi i nie wypuści, oj nie, a mleczko….mniam pychotka. Zatem karmić, karmić i tulić :)

  3. Justyna says:

    2 czerwca 2016 o 21:24

    U mnie było tak: już w drugiej dobie po porodzie położne w szpitalu zasugerowały używanie laktatora w celu pobudzenia laktacji, gdyż maleńka za dużo straciła na wadze. Mimo, że miałam pokarm, cała w stresie katowałam się elektrycznym laktatorem – a nikt nie powiedział mi, abym po prostu przestawiała dziecko częściej do piersi. Z zegarkiem w ręku co trzy godziny ją karmiłam i nie wiedziałam czemu ona tak płacze… A dziecko było głodne po prostu! Wszystko dopiero ułożyło się w domu, karmiłam małą na prawdę na żądanie, kilkanaście razy na dobę, czasem nawet co godzinę, gdy była taka potrzeba :) Dziś mała ma 6 miesięcy, wciąż jest na samej piersi, rośnie że ho, ho! ;) Z perspektywy czasu oceniam, że najbardziej brakowało mi właśnie świadomości, że noworodek potrzebuje być przy piersi często, praktycznie non-stop. Warto tę informację podawać dalej, bo ani na szkole rodzenia, ani nigdzie indziej się z tym nie spotkałam! Pozdrawiam i bardzo dziękuję za ten świetny blog!

  4. ka-el says:

    2 czerwca 2016 o 23:07

    Do udanego karmienia potrzeba przede wszystkim matki i dziecka ;) matki, która wierzy i wie o cudownych właściwościach swojego pokarmu; dziecka, które od.pierwszych dni potrzebuje bliskości, opieki i spokoju przy maminej piersi :) ja karmię od 11 miesięcy. Rogala mam-leży w łóżeczku i śpią na nim koty, laktator mam-odciągałam i mroziłam na wszelki wypadek, ale na szczęście nie takowego, staników mam kilka-lubię luz i szybkość wyciągania mojego „sprzętu”, wkładki jednorazowe-korzystam, ale artykuł sprawił, że przyjrzę się wkładkom wielorazowym. Jeszcze jak byłam w ciąży i przygotowywałam się na największą zmianę w życiu, czytałam wiele, przetrząsałam internety, pytałam znajome, ale hitem był SPECJALNY FOTEL/KRZESŁO DO KARMIENIA na allegro, za chyba 1500zl :D wtedy myślałam, że może i wygląda jak średniowieczne krzesło tortur, ale może się przydać. Dziś pękam ze śmiechu siedząc na kanapie z małym oseskiem i dziękuję Górze, że dał mi rozum i instynkt :P

  5. says:

    6 czerwca 2016 o 16:49

    No, to teraz mam pewność, że miałam za mało pokarmu. Dla tygodniowego jako tako starczało, ale dla miesięcznego dziecka już nie. Piersi nie były w stanie wyprodukować więcej niż 30-50ml na pół dnia (ważyliśmy dziecko przed i po karmieniu). A tu dziecko potrzebowało 120ml co 2 godziny, tyle jadło mm po odstawieniu od piersi i nadal zachowywało się, jak niedojedzone. Nic dziwnego, że traciło na wadze mimo karmienia z obu piersi godzinami. Co do reszty gadgetów, miałam tylko laktator, który i tak się kurzył, bo nie dawał rady z piersi nic wyciągnąć.

    Do udanego kp są potrzebne hormony. Jak nie dają rady i organizm sam odcina pokarm i jest go coraz mniej, zamiast przybywać, to nic się nie zrobi. Zamiast się męczyć, lepiej kupić lub uszyć sobie chustę do noszenia dziecka i zastąpić nią kp, co też ze spokojem sumienia uczyniłam. :)

    • rozamarzy says:

      7 czerwca 2016 o 22:30

      Nie znam Twojej historii, więc absolutnie nie mogę się wypowiadać, muszę tylko sprostować dla reszty Czytelników – ważenie przed i po karmieniu nie jest metodą na sprawdzanie, ile dziecko wypiło z piersi, serio.

      A hormony – jak najbardziej grają ważną rolę w regulacji laktacji.

      Pozrowienia dla Was!

  6. Ada says:

    9 lutego 2017 o 03:01

    Odnosnie wsparcia personelu medycznego, musze powiedziec , ze z mojego doswiadczenia wynika, iz pole do poprawy jest tutaj spore. W szpitalu, trzeciego dnia po porodzie, kiedy u mnie rozpoczal sie nawal, moje dziecko lezalo w inkubatorze, dokarmiane mm, gdyz uznano, ze za bardzo traci na wadze (nie wiecej niz 10%). Kiedy poprosilam personel o uzyczenie laktatora, zeby odciagnac dla dziecka pokarm z obolalych piersi, uslyszalam, ze „w Afryce kobiety laktatorow nie maja, a karmia”. Gdy po kilku godzinach dostarczono mi sprzet, rozpoczal sie wyscig z czasem, bo pomimo iz prosilam odpowiedzialne za karmienie pielegniarki o szanse na dostarczenie mi odciagnietego mleka, to zdarzalo sie, ze gdy przybywalam na miejsce przed ustalona pora karmienia, dziecko bylo juz nakarmione mm i smacznie spalo. Kiedy dostalam synka z powrotem i probowalam wyjasnic lekarce, ze nie jestem w stanie powiedziec, czy syn wybudza sie na karmienia co 3 godziny, poniewaz karmie go czesciej, spotkalam sie z niezrozumieniem: „pani go chce karmic czesciej niz 3 godziny, no przeciez czasem trzeba odpoczac, ksiazke poczytac, film jakis obejrzec”. Przy wypisie ze szpitala straszono mnie, ze jesli nadal bede sie upierac przy kp jako jedynym zrodle pokarmu, to szybko znowu trafie z dzieckiem do szpitala. No coz, personel tego szpitala nie dostal ode mnie kartki z podziekowaniami za wspaniala opieke :) Synek ma 10 miesiecy, od tamtego ferelnego dnia w inkubatorze nie mial mm w ustach i rosnie zdrowo :) Pozdrawiam.

  7. Maja says:

    25 maja 2017 o 22:29

    Czytam o karmieniu piersią już drugi rok, bo najpierw w ciąży zaczęłam zgłębiać temat a potem bardzo szybko okazało się, że w moim przypadku karmienie piersią to walka o każdą kroplę mleka. Moje dziecko wyszło ze szpitala w trzeciej dobie straciwszy równo 10% urodzeniowej masy ciała, już w szpitalu miałam problem z tym, że nie piła z jednej piersi. Okazało się, ze miałam tam zakrzep i musiał zostać odciagniety laktatorem, bo razem z mlekiem leciala krew. Czy rada odciagania laktatorem była dobra czy zła, nie wiem. Córka po dwóch dniach piła juz z obu piersi. Ale za to zasypiala na ponad 4h po karmieniu, więc ją budzilam, bo laktacja, bo indeks glikemiczny i poziom cukru i żeby nie była glodna. A ona po takiej pobudce nie była. Piła bardzo mało i moja laktacja słaba. Córka za to spadała z centyli. Z 50 centyla weszla w 10, potem w 5 i hop mimo moich wysiłków i wysiłków Doradcy Laktacyjnego – nic. Walczyłam bardzo mocno o karmienie wyłącznie moim mlekiem do 5 miesiąca. Decyzją pediatry wprowadziliśmy wcześniej pierwsze posiłki pozamleczne. Do podjęcia takiej decyzji robiliśmy badania krwi i moczu i rozważaliśmy wiele za i przeciw takiej drodze. Ogólnie piersią karmiłam 8 miesięcy. Całą laktacje wspominam jako największą porażkę. Nikt nie umiał pomóc mi ani ja sama nie wiedziałam co jest ze mną nie tak. A miałam mega wielkie wsparcie męża, rodziny, udałam się po pomoc do poradni laktacyjnej i myślę, ze otaczali mnie specjaliści, którym można było zaufać. Piłam róŻne specyfiki na laktacje, odciagalam i pobudzalam laktacje laktatorem… Moja córka nie wykazala niewłaściwego sposobu chwytania sutków, pozycja karmienia była dobra. A jednak spadala z wagi. Do dziś jest drobniejsza niż rówieśnicy. Planujemy powoli kolejne dziecko, ale na samą myśl o karmieniu piersią boję się powtórki z ciągłego wydzierania każdej kropli mleka. Boję się tego jak chyba niczego bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *