13 komentarzy

  1. Filona says:

    19 marca 2015 o 09:40

    Ok, bardzo fajny tekst, ale trochę naciągany.

    Jednak uważam, ojciec, którego zaprezentowałaś nie zachowałby się znacznie odmiennej po przeczytaniu tego tekstu. Jak napisałaś, intencje miał inne, nie chciał zabraniać marzyć/chcieć. Chciał powiedzieć dziecku, że nie można materializować marzenia/chcenia od razu i zahamować histerię dziecka. Co mówisz (powiedziałabyś) swojemu dziecku gdyby stanęło przy ladzie/półce sklepowej; zaczęło tupać nogą, płakać, histeryzować, hałasować i krzyczeć, że ono „to” chce?
    „-Kochanie nie zabraniam ci chcieć. Możesz chcieć to mieć, ale nie dostaniesz.”?
    Co zapewne spotęgowałoby tylko opisane wcześniej emocje dziecka…
    Uważam, że z pomyłki „słownej” ojca – chcieć=mieć=dostać niepotrzebnie; przysłowiowej Igły, zrobiłaś widły.
    Ponadto uważam, że dziecko nie odebrałoby sytuacji inaczej przy zmianie podejścia ojca; dla dziecka liczyło się tu i teraz; mieć zabawkę i tyle, reszta nie była istotna.

    „Mały syn ma jeszcze czas, by nauczyć się radzić sobie z frutracją” – LITERÓWKA

    • rozamarzy says:

      19 marca 2015 o 20:14

      Może mam naciągane poglądy. Może po przeczytaniu tektu ojciec pomyślałby, że jego syn ma PRAWO CHCIEĆ? Z

      asłyszane zdanie było tylko zaczynem do moich przemyśleń, a nie poradnikiem, jak ma zachować się ojciec, którego dziecko chce zabawkę w sklepie.

      Nikt nie zwraca się do dziecka zdaniami, które Ty przytoczyłaś parafrazując mój tekst :) Tekst jest dla dorosłych, a do dziecka język odpowiednio dopasowujemy. Ja w takiej sytuacji zwyczajnie mówię córce, że ROZUMIEM, że chciałaby taką zabawkę. Rozumiem, że chciałaby dwie zabawki. Ale może następnym razem. Nie dzisiaj. Dzisiaj dostała już jedną. I wiesz co? Jak ja wykazuję zrozumienie, to dziecku jakoś też łatwiej jest zrozumieć.

      I nie ma we mnie zgody na mówienie dzieciom, że nie mogą chcieć. Nawet gdy tupią nogą i histeryzują. Bo mają prawo do histerii tak samo jak do chęci i pragnień.

      Więc ojeciec miał milion różnych sposobów, by inaczej rozmawiać z synem.

      Literówki – zdarzają się. dziękuję za wytknięcie.

    • ciocia Aska says:

      19 marca 2015 o 22:40

      Wydaje mi sie, ze w tekscie sytuacja byla pretekstem do opowiedzenia o czyms wiekszym, jakims podejsciu do tego, jak traktuje sie dziecko i jego potrzeby.
      A propos literowek – wyrazenie „znacznie odmiennej” jest nieprawidlowe. Pozdrawiam

    • rozamarzy says:

      19 marca 2015 o 23:01

      Do FILONA:

      A, jeszcze jedno – hamowanie histerii dziecka – jak to napisałaś – według mnie nie jest priorytetem. Dziecko może się złościć, wpadać w furię – ot takie prawo dziecka.

      Podejście rodzica jest kluczowe w takich sytuacjach. Gdy rodzic wykazuje zrozumienie – dla dziecka jest to niesamowicie ważne. Wiem z własnego doświadczenia.

      Dla mnie opisany ojciec nie dokonał pomyłki słownej. On naprawdę tak myślał. Że nie można chcieć dwóch zabawek.

      Dla mnie ten temat to nie robienie z igły wideł. Bo pomijanie potrzeb dziecka, lekceważenie ich i niewykazywanie zrozumienia – widzę na każdym kroku. I jest to problem.

  2. Joanna says:

    1 maja 2015 o 16:42

    Przeczytałam wpis i komentarze. W pierwszej chwili stanęłam po stronie tego biednego ojca. A potem zdałam sobie sprawę, że my rodzice często uprzedmiotawiamy nasze dzieci, nie przyjmujemy do wiadomości że to są ludzie (tylko mali), którzy mają prawo do swoich emocji i do poważnego ich traktowania. Ja przed chwilą przeprosiłam swoje dziecko, że dostało karę bo okazało złość, że czas zabawy się skończył. Pani wpis uzmysłowił mi, że zabroniłam córce okazywać emocje. Bycie rodzicem to najtrudniejsze co musimy w życiu robić, nikt do tego nie przygotowuje, uczymy się na naszych dzieciach. To przykre.
    Aaa i jeszcze jedno, najłatwiej jest być rodzicem niemowlaka. Z wiekiem, gdy pojawiają się werbalizowane emocje, pragnienia i potrzeby dziecka, jest coraz trudniej.

    • rozamarzy says:

      1 maja 2015 o 21:01

      Tak bardzo się cieszę, że mój wpis nie był jednoznaczny i pokazał odmienne perspektywy. To co napisałaś jest najważniejsze – że czasem zapominamy, że dzieci to ludzie – tylko mali – z takimi samymi prawami do emocji. A to, że jeszcze nie umieją ich okazywać lub z nimi sobie nie radzą – to ich prawo. A nasza rola – wspierać te nasze dzieci w nauce radzenia sobie z tymi emocjami. Postaram się w najbliższym czasie napisać może jakiś tekst o wychowaniu bez nagród i kar – takie spojrzenioe na wychowanie też pomaga traktować dzieci poważnie. Bardzo dziękuję za ten komentarz, szczery i pokazujący mi, że warto pisać ;) Pozdrawiam!

  3. Jagna says:

    14 kwietnia 2016 o 22:47

    Właśnie zdałam sobie sprawę, że byłam takim właśnie małym chłopcem, który często słyszał, że „nie można chcieć”. Dlatego dużo czasu zajęło mi nauczenie się werbalizowania swoich potrzeb. Kolejny raz przekonuję się jak ważne jest znalezienie prawdziwej przyczyny problemu by nie popełniać tych samych błędów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *