27 komentarzy

  1. Karla says:

    20 listopada 2015 o 20:25

    To w takim razie jaką ma Pani radę dla matki 4-miesieczniaka które nie rozumie, że mama musi ugotować obiad czy posprzątać (o czasie dla siebie nawet nie wspominam) tylko wymaga ciągłej bliskosci i obecności mamy? Bo niestety ja uważam że jest taki okres w życiu kiedy po prostu nie da się nic zrobić przy dziecku chyba że w momencie kiedy śpi. Mam jednocześnie nadzieje że ten okres szybko przeminie bo już ledwo żyję przez ten maraton :/

    • rozamarzy says:

      20 listopada 2015 o 20:53

      W tym etapie nosiłam w chuście, gotowałam z dzieckiem na ręku, zabawiałam 2,5 latkę z dzieckiem na ręku. Myślę, że się da.Naprawdę. Natura by nie wymyśliła rodzica, który nie może funkcjonować, będąc rodzicem ;) Mam bardzo wymagające dzieci, które praktycznie non-stop wymagały i nadal wymagają zainteresowania. Starsza nie śpi w dzień. Gdy zajmowałąm się noworodkiem, niemowlakiem – też nie spała. I obiad był zawsze ;) A mąż był zawsze po 18/19 w domu…

      Moje rady – chusta, dużo noszenia, dla 4-miesięczniaka fajny jest też leżaczek, by leżał zawsze przy mamie. Karmienie w ruchu, przy gotowaniu też było ;)

      • Karla says:

        20 listopada 2015 o 21:30

        Ja obiad mam również codziennie ugotowany ale robie go tak jak Pani- z dzieckiem na ręku lub gdy maluch śpi. Niestety chusta w naszym przypadku nie zdala egzaminu mała się wściekala jak byla noworodkiem a teraz to już się nawet nie da zawiązać :/ w lezaczku polezy z 10 min. Więc tak- da się ogarnąć dom i dziecko ale niestety kosztem totalnego wyczerpania fizycznego i psychicznego…

        • rozamarzy says:

          20 listopada 2015 o 22:03

          Dodać do tego moją trzylatkę wiecznie wymagającą – i ma się wariatkowo w czystej postaci ;) Dlatego piszę, by nie zwariować ;) A tak serio – może jak trochę podrośnie to będzie lubiła nosidełko?

          Te pierwsze lata są wykańczające i fizycznie i psychicznie, to fakt. Ale nie damy się!

          • najladniejsza says:

            20 listopada 2015 o 23:36

            jak mój maluch miał 4 miesiące to on jadł mleko a ja byłam na diecie kanapkowej ;-)

      • VirgoCa says:

        21 listopada 2015 o 05:31

        Hmm… Tak sie staram,z tym że jak 9cio miesięczna córka jest albo w chuście albo przy piersi, niespełna dwulatek z braku zainteresowania (gdy próbuje zrobić obiad w kuchni wielkości kibla starając nie przywalić o framuge lub szafke głową córki) zaczyna rozwalac wszystko w okół lub bić,szczypac starszą, czteroletnią siostrę, nie da sie. W tandemie daje radę tylko na krótki dystans, zrobić nic nie zrobię. Zaś za mała kuchnia by zaangażować dzieci – to jeden z wielu przykładów, kiedy sie nie da. Dawalam radę z dwójką, i to w ciąży, i to całkiem nieźle, ze sprzątaniem, gotowaniem… Z trojka przy takiej różnicy wieku i temperamencie, póki co przykro mi, ale sie nie da.

        • rozamarzy says:

          21 listopada 2015 o 21:05

          Trójka z tak małą różnicą wieku to rzeczywiście wyzwanie. Nie doświadczyłam, więc nie wiem.. Podejrzewam, że ciężko straszliwie…

      • Ala says:

        21 listopada 2015 o 14:31

        Zgadzam się z postem, ale na prawdę mogą być jeszcze bardziej wymagające dzieci. Mój syn do takich należy. Pisze Pani o lezaczku? Miałam dwa różne i bez szansy aby położyć tam dziecko. Przy samej próbie płakał jak obdarty ze skóry. W chuscie nigdy nie gotowałam bo bałam się wypadku przy kuchni gazowej. Raz robiłam sobie kawę z nim na rekach. Odwtocilam się po cukier to nozka potrącił kubek i oparzyl sobie stopę.Nie muszę chyba pisać ze poczucie winy nie daje mi do dzisiaj spokoju. Śpi w ciągu dnia tylko na rękach lub w chuscie. Odkladany budzi się. Zazwyczaj również pół nocy na rękach. Zazwyczaj godzina po zasnieciu, w nocy po pobudkach i oczywiście nad ranem kilka godzin bo ma wtedy już lekki sen. Dom zaniedbany, obiadu nie ma. Nie mam pomysłu jak to zmienić.

        • rozamarzy says:

          21 listopada 2015 o 20:52

          U nas leżaczek to było rozwiązanie na chwilę, kilka minut dosłownie. Ja akurat gotowałam w chuście, albo bez chusty – z dzieckiem przy piersi. Połowa mojego gotowania to z dzieckiem na ręku, nie wyobrażam sobie, zeby nie gotować dla starszej córki. Ale rozumiem zupełnie – jeśli ma Pani takie doświadczenia z oparzeniami, to nie dziwię się, że tak nie gotuje. A w ciągu dnia – moje dzieci też spały tylko na rękach lub w chuście, do czasu, gdy nie stosowałam szumów przy usypianiu. Bardzo pomaga – u nas super się sprawdzało i sprawdza. Na pobudki w nocy niestety nie mam rady – mój syn 15miesięczny nie przespał jeszcze więcej niż killku godzin, budzi się setki razy, ostatnio co kilka minut, więc dokładnie rozumiem jak to jest…

          A ile ma dziecko teraz?

    • says:

      20 listopada 2015 o 21:01

      Chusta lekiem na całe zło ;] Piszę jako mama 14-miesięcznej córki, która jest często (głównie ząbkując) przylepiona na amen. Dziś umyłeśmy naczynia, odkurzyłyśmy i umyłyśmy podłogi. Obiad zdążyłam w czasie drzemki zrobić :) My już co prawda nosimy sie w ergonomiku, ale 4-miesięczniakowi chusta jest bardziej polecana :)

    • mama trójki says:

      20 listopada 2015 o 21:30

      Proszę zapytać o to swoją mamę lub babcię. Jak one to robiły? Bo jakoś dawały radę. I nigdy nie narzekały mimo, że nie miały takich udogodnień jak dzisiaj. Rzeczywiście, aktualnie stało się to modną wymówką. Bo jak zdążę ugotować obiad to chyba nie dość dobrze zajmuję się dzieckiem. Proponuję rozwiązanie naszych mam – gotowały późnym wieczorem lub w nocy:)

  2. says:

    20 listopada 2015 o 21:04

    ja wiem że się da (ugotować). tzn. podejrzewam że się da. tzn. czasem ugotuję, ale akompaniament narzekającego krzyku, jęczenia, albo nieustanne odpychanie mnie od kuchenki na której właśnie coś muszę mieszać psuje mi całkowicie jakąkolwiek frajde z posiłku – chyba że chodzi tylko o to by w brzuchu nie burczało…

    co robić z krzyczącym dzieckiem, które chce wszystkiego dotknąć (nie ważne że to wrzątek)?

        • rozamarzy says:

          22 listopada 2015 o 19:43

          mój 15 miesięczny też lubi się uczepić nogi..szcególnie, gdy gotuję, a crka jest na stole kuchennym, by gotować ze mną. Wtedy – albo daję mu dostęp do jakiejś ciekawej szafki – wyjmuje wszystkie garnki i wali w nie łyżką. Albo sadzam w krzesełku i daję coś do obgryzania – marchewkę np – ale to zazwyczaj na krótko. Czasem siedzi na blacie – ale to raczej chwilowa opca bo jest baaardzo ruchliwy i kombinuje i boję się, ze spadnie. Jak tak teraz myślę, to chyba najczęściej opcja – wyciąganie z kuchennych szafek plus opcja – na rękach ;) A drugą ręką mieszam co tam mam w garach. Nie wiem, czy pomogłam….
          Ale taka to rzeczywistość ;)

  3. says:

    21 listopada 2015 o 09:04

    Najtrudniej jest chyba z dzieckiem w okresie niemowlęcym, kiedy to jeszcze nie chodzi, nie rozumie, że mama ma obowiązki, chce być ciągle blisko, ciągle na rękach, łapie za wszystko i nie za bardzo można je zostawić same w pokoju. Ale i na to jest rozwiązanie – chusta, nosidło, krzesełko do karmienia, w którym można dziecko posadzić (przynajmniej dopóki nie zacznie w nim jęczeć). Wiele rzeczy się nie da, ale wiele też się da, kwestia nastawienia :)
    Takie dzieci mają też lepsze i gorsze dni. Nieraz są idealnymi bobasami, z którymi można wszystko, a nieraz mają kulminację lęku separacyjnego, tylko mama mama mama, tylko ręce, nawet na chwilę nie odłożysz. Wtedy rzeczywiście może się nie dać ;) Ale poza tym owszem, jak najbardziej. Szczególnie takie „ciekawe” aktywności jak sprzątanie, gotowanie, gdzie coś się dzieje i dziecko może się tym zainteresować. Bo mój 9-miesięczny syn na przykład niezbyt chętnie pozwala mi popracować przy laptopie, ale do gotowania, zakupów, sprzątania jest całkiem chętny ;)

    • Ala says:

      21 listopada 2015 o 14:37

      Do zwykłej matki: Fajnie że Pani znajduje czas. Bardzo się cieszę z tego. Ale proszę nie oceniać ze to kwestia organizacji. Można być świetnie ogarnitym, ale mieć mega wymagające dziecko z którym na rękach chodzi się nawet do toalety bo inaczej się nie da. Powiedziałabym ze to kwestia dziecka a nie organizacji czasu!

      • rozamarzy says:

        21 listopada 2015 o 20:46

        Zgodzę się – to kewstia dziecka. Moja dwójka, typowe wymagające dzieci (HNB) – skutecznie wiele rzeczy mi utrudnia, jakkolwiek bym się nie zorganizowała to i tak wszystko tonie w chaosie. CO nie zmienia faktu, ze w końcu jest zrobione, choć okupione szaleństwem matki. Są takie dzieci, które nie akceptują ani chwili bez rodzica.

      • m.abudziosz says:

        22 listopada 2015 o 15:04

        Mam ten sam problem co „najladniejsza” szczerze to odechciało mi się juz nawet gotować , robiony obiad na szybko z dzieckiem które są wszelką cenę chce cie odepchnac od kuchni wychodził obrzydliwy i cały sens gotowania się kończył .mam wymagające dziecko wszędzie za mną chodzi , nawet na dworze nie odejdzie na krok tylko mnie ciągnie jak chce sięgnąć po listek , ogólnie jest mądra i grzeczna ale problem zaczyna się gdy chce coś zrobić np zjeść nie ma szansy w spokoju próbowałam wszystkiego nawet bajki i ulubionego kabanosa i to nie dało mi nawet 3 min świętego spokoju
        Wiec co mam zrobić żeby móc w spokoju zrobić coś ? Żeby w spokoju ugotować , zjeść napić się ? Moje dziecko nie wychodzi do pokoi spragnione ciekawości co tam może być ono będzie kwitlo przy mnie

  4. Kasia says:

    21 listopada 2015 o 21:09

    A ja bardzo dziekuje za ten post! Wlasnie tego potrzebowalam, swiezego, dobrego spojrzenia na nasza codziennosc. Moj synek (5 miesiecy) uwielbia byc na rekach i zrobienie czegokolwiek w domu wymaga kilka razy wiecej wysilku niz normalnie. Mimo to kiedy jednak uda mi sie cos zrobic oboje mamy lepszy humor. Wydawalo mi sie wczesniej, ze caly czas musze go zabawiac, ale on przede wszystkim potrzebuje uczestniczyc w naszym rodzinnym zyciu. Ech…nie jest latwo, ale chcialabym wypracowac nasz wspolny dobry rytm dnia. Chcialabym miec kiedys wiecej dzieci i jakos to wszystko ogarniac. Twoje posty juz wiele razy podnosily mnie na duchu i sprawialy, ze bylam jeszcze bardziej wdzieczna za moja codziennosc. Mysle, ze tworzysz piekny dom dla swoich dzieci. Dziekuje za to, ze piszesz.

  5. Emilia says:

    26 listopada 2015 o 16:08

    Ja otwarcie przyznaję (też sama przed sobą), że nie lubię gotować. Sprawia mi to wysiłek bardziej niż przyjemność, dlatego też gotowanie z dzieckiem jest dla mnie zwyczajnie trudne. I czesto kończyło się obopólną frustracją na tyle, że często rezygnowałam, gotując wieczorami albo zdając się na męża, ktory to lubi ;) albo po prostu wychodziłyśmy z domu, jedząc obiad w restauracji, zahaczając o kawiarnię dla dzieci i kazdy był zadowolony. Ale za to razem robiłyśmy pranie ;)
    Ciagle się uczę tego, o czym piszesz, czyli równowagi miedzy potrzebami moimi, a dziecka. Zanim urodziłam, miałam właśnie taką wizję, że będę włączać dziecko w swoje czynności i w znacznej mierze tak się staram, ale nie zaqsze wychodzi i rzeczywistość okazała się trudniejsza w tej kwestii od wyobrażeń ;) takze czesto odpuszczam te sprzątanie czy gotowanie i tyle, chociaz zgadzam się, że zwalanie tego na obecność dziecka jest samousprawiedliwieniem.
    U nas też duzo zalezy od etapu rozwoju mojej córki. Bo są chwile, gdy wspólna aktywność w kuchni nam wychodzi, ona jest zainteresowana wlasnie garnkami, drewnianymi łyżkami, zabawą ryżem czy makaronem, ja w tym czasie robię swoje, włączam ją w to co jest w stanie zrobic i super nam to działa. A są takie okresy, że potrzebuje mnie non stop. Jak byla niemowlakiem, to były takie okresy, że nie chciala w domu być w chuście, nie chciała też być w foteliku itd, za to chcialła byc przy poersi, gotowanie z milionem przerw na karmienie to nic komfortowego niestety. Albo teraz mamy taki czas, gdy po 5 minutach w kuchni, niezależnie od tego, co bym jej tam zorganizowała, ciagnie mnie do drugiego pokoju i mówi „mama czytac”. Albo przynosi mi do tej kuchni ksiazeczki lub układanki, ktore to aktywności teraz dominują i wymagają udziału drugiej osoby. troche jestem w tym bezsilna, tłumaczę, że poczytam jej jak skończę gotować, ale lekko nie jest ;)

  6. says:

    28 listopada 2015 o 16:01

    Myślę, że najlepiej (choć czasem najtrudniej) znaleźć złoty środek. Zgadzam się, że z dzieckiem wszystko da się zrobić, choć czasem jest to trudne albo wręcz karkołomne. Osobiście wyznaję zasadę „nic na siłę” i choć zazwyczaj dom mam ogarnięty, obiad ugotowany itd, to czasem wolę coś odpuścić i dać więcej uwagi dzieciom. Staram się być elastyczna i na przykład zmieniam menu na szybsze i łatwiejsze do wykonania. Staram się też moich chłopaków (w miarę możliwości) angażować w te zwyczajne, codzienne obowiązki domowe – oni chętnie biorą w tym udział. A kiedy byli młodsi sprawdzał się leżaczek i nosidło i obserwacja uczestnicząca :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *