21 komentarzy

  1. says:

    13 marca 2016 o 22:33

    Bardzo ciekawe jest to co piszesz na temat różnic pomiędzy trybem życia niemowląt z plemion afrykańskich a niemowląt cywilizowanych.
    Temat jest u nas akurat bardzo na czasie: córeczka ma 1,5 miesiąca i codziennie o godz. 17 zaczyna się nasz koszmar… ;) Nie jestem przyzwyczajona, bo u starszego dziecka te dolegliwości trwały bardzo krótko, skończyły się w wieku 4 tygodni. Natomiast u córki ciągną się już długo, przy czym nawet pierś nie pomaga (córka wypluwa ją z irytacją), więc tym bardziej mi przykro :( Na szczęście pomaga chusta. Czekam z utęsknieniem na koniec 3 miesiąca!

    A wpis świetny i bardzo pożyteczny – udostępnię jutro na moim fanpage’u :)

  2. Matka says:

    14 marca 2016 o 15:05

    Co do tego przyzwyczajenia do noszenia to bym polemizowała. Moje 3-miesięczne dziecko noszone raczej mało potrafi w domu zająć się grzechotkami, uśmiechać się szeroko (myślę, że to wyraz zadowolenia) i zasypiać bez noszenia, a po powrocie z kilkugodzinnej wizyty u dziadków, u których oczywiście jest noszone bardzo dużo (pomimo próśb ze strony nas rodziców), płacze w niebogłosy przy próbie posadzenia do ulubionego leżaczka, położenia na macie, gdzie jest ulubiony szeleszczący słonik i gdzie zawsze krzyczy z radości?? Uspokaja się wtedy tylko, gdy weźmie się go na ręce? Czy dzieci jednak nie uczą się szybko i nie przyzwyczajają? Jak można to wytłumaczyć?

    • Marlena says:

      15 marca 2016 o 15:58

      Proszę czytać ze zrozumieniem i uzupełnić wiedzę o blog Hafija.pl. Nie piszę złośliwie, ale właśnie Pani rozsiewa mit, jakoby dziecko „się przyzwyczajało”. Widać Pani dziecko potrzebuje więcej bliskości i należy mu ją dać. Dziecko nie noszone, które tego potrzebuje nie będzie się czuło szczęśliwe-tak, wiem co piszę. Jego poziom kortyzolu będzie większy. Proszę poczytać też o chorobie sierocej- dzieci odzwyczajone od kontaktu, przestają płakać, bo wiedzą, że nikt ich nie uspokoi, nikt ich nie kocha. Są same. Rady babć…już olałam.

      • Matka says:

        15 marca 2016 o 22:55

        Boże, czytanie ze zrozumieniem. Przecież piszę, że biorę na ręce jak się domaga, ale po noszeniu u dziadków domaga się więcej.
        I proszę mi wierzyć zachowanie dziecka, które kwiczy z zachwytu na nasz widok bynajmniej nie wskazuje na to, że nie jest kochane. Nie widzę żadnego problemu w tym, że dziecko spędza trochę czasu samo, wystarczy, że ma kogoś w zasięgu wzroku, kto się do niego uśmiecha i pogada. Myślę, że wtedy właśnie ma okazję do rozwoju.
        Uważam, że dzieci bardzo szybko uczą się nowych zachowań. Tyle.

        • rozamarzy says:

          15 marca 2016 o 23:05

          A ja myślę, że dzieci są różne i mają też różne potrzeby i trzeba być uważnym, czy przypadkiem nie przyzwyczajamy ich do czegoś, co jest wbrew ich naturze. Ale z tym niekochaniem to już po bandzie było. Proszę nie brać tego do siebie.

          To też tak jest, że jeśli dziecko spokojnie sobie lezy, to faktycznie nie ma potrzeby by na siłę nosić – nie jestem od takich pomysłów ;)

          We wszystkim umiar i zdrowy rozsądek i dopasowanie do dziecka.

          CHoć ja akurat po przytoczonej pzrez Ciebie sytuacji wnioskowałąbym, że dziecku jednak trochę noszenia jest pottrzebne, skoro tak mu się podoba ;)

    • Asia says:

      15 marca 2016 o 16:13

      Odpowiedź jest bardzo prosta- tak maleńkie dziecko potrzebuje mamy, tym szczególniej po kilkugodzinnej rozlace, jest spragnione i stesknione za mama stąd chce być potem ciągle na rekach czy przy piersi a nie w swoim „ulubionym lezaczku…” także nosić, przytulać- nie bronić się przed tym, a to zaprocentuje w przyszłości dziecka;)

      • Matka says:

        15 marca 2016 o 18:09

        OMG :/ Sorry, ale jak zostaje z ojcem albo drugą babcią, którzy też nie noszą, to się nie domaga ode mnie noszenia po powrocie.
        Matki jedyne, czy wy na prawdę macie kręgosłupy z żelaza? Ja cyborgiem nie jestem.

          • rozamarzy says:

            15 marca 2016 o 21:49

            Ja nie piszę, że noszenie jest lekiem na całe zło. Jest jednak naturalną formą opieki nad noworodkiem i niemowlęciem oraz potrzebną mu do rozwoju formą sprawowania tej opieki :)

        • Marta says:

          24 października 2016 o 20:13

          A może dziecko jest zmęczone i zestresowane nadmiarem bodźców, wyrazów miłości i noszeniem przez dziadków, którzy są dla niego jednak trochę obcy, więc potem potrzebuje ukojenia w ramionach mamy, przy której czuje się bezpiecznie? ;-)

  3. says:

    14 marca 2016 o 15:07

    Bardzo dobra pediatra, którą spotkałam na początku mojego macierzyństwa powiedziała mi, że kolki powodują cukier, chemia, brak ruchu, miasto i brak świeżego powietrza. Coś w tym zdecydowanie jest. Kiedyś kobiety brały dziecko i od maleńkości nosiły je ze sobą do pracy w polu i przy zwierzętach. Dzieci były nieustannie przy mamie i na świeżym powietrzu. Nikt nie zamykał niemowlęcia w domu i nie kazał mu ciągle leżeć w swoim łóżeczku.

  4. Mama notuje says:

    15 marca 2016 o 00:14

    To moje dzieci są afrykańskie bo kolek nie miały. Ale pierś była praktycznie cały czas, aż miałam czasem dosyć :) i noszenie na porządku dziennym. Albo po prostu mieliśmy farta :)

  5. Kaja says:

    15 marca 2016 o 10:46

    Może komuś to pomoże ☺ u nas też zero kolek, ale dziecko było noszone bardzo dużo, tulone, bujane. Poza tym do spania włączaliśmy mu biały szum z you tuba, karmienie oczywiście na żądanie. Ja natomiast całkowicie zaufałam swojemu instynktowi macierzyńskiemu i nie słuchałam nikogo kto mówił mi że coś robię źle. Z mojej strony zero stresu. W efekcie nie tylko zero kolek ale również pięknie i spokojnie przesypiane noce. Wszyscy wkoło mówili nam że mamy niesamowite szczęście ale może to jednak nie samo szczęście było ☺

  6. Aleksandra says:

    15 marca 2016 o 11:32

    Moje dziecko noszone, karmione, nieprzestymulowane, wyszumiane suszarką, wymasowane, wyspacerowane, nieprzegrzane, nieprzekarmione cukrem w mojej diecie- kolki miało. I owszem DIETA jest w kolce kluczowa. Dokładnie po 7 dniach (co do dnia, szóstego zaczęłam się już załamywać, że to też nie pomoże) po wycofaniu produktów mlecznych kolki przeszły. A dziecko z kilkugodzinnego wycia przeszło płynnie na bezproblemowe spanie i funkcjonowanie. Badania mówią, że w co najmniej 30% przypadków to kwestia skazy białkowej. A resztę można włożyć między bajki i nawet się tym nie kłopotać, bo więcej kłopotu z kombinowaniem niż pożytku.

    • rozamarzy says:

      15 marca 2016 o 23:02

      A o link mogę poprosić? Ni złośliwie tylko serio, do tych badań? Bo z moich danych wynika, że ciut rzadziej (raczej blizej 5 %).

      To, że u Pani była to kwestia diety (której oczywiście nie pomijam i uważam, że TAK, u niektórych dzieci uczulonych na białko mleka krowiego to właśnie odstawienie mleka z diety matki pomoże), to nie oznacza, że u wszystkich dzieci to kwestia diety.

      Pozdrawiam :))

      • Aleksandra says:

        9 sierpnia 2016 o 11:48

        Witam, Przepraszam, że po takim czasie, ale dopiero teraz wróciłam na bloga.
        Jakobsson I, Lindberg T. Cow’s milk proteins cause infantile colic in breast-fed infants: a double-blind crossover study. Pediatrics 1983;71:268–71.SUMMARY
        In one third of breast-fed infants, infantile colic
        is related to cow’s milk consumption by the mother.We suggest a diet free of cow’s milk for the mother as a first trial of treatment of infantile colic in breast-fed infants. Pięć procent o których Pani pisze to chyba całej populacji ( na to też mogę podać badania), a nie kolek. Ciekawa jestem natomiast jakiemu procent dzieciom kolkowym pomagają (nie poprzez zmniejszenie dolegliwości tylko niwelacje symptomów) zmiana oświetlenia, zmiana rytmu dnia? Ma Pani dane na ten temat. Też pisze to bez złośliwości. Oczekuję kolejnego dziecka i o ile w przypadku pierwszego była to dieta to wolę zebrać dane na wypadek kolki u dziecka nr 2. Zbawieniem przy pierwszym dziecku był lekarz, który zalecił dietę i kolki wreszcie przeszły. W każdej kolejnej poradni laktacyjnej po prześledzeniu naszych działań słyszałam, że widocznie niedojrzałość układu nerwowego i dziecko wyrośnie, bo przecież „nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiącej”.

  7. Agnieszka says:

    16 marca 2016 o 21:22

    Z czwórki moich dzieci tylko jedno miało typową kolkę (na szczęście tylko jedno!) i to wcale nie pierwsze dziecko i wcale nie chłopiec, bo czasem się spekuluje, że chłopcy bardziej predysponowani.
    Nie miała znaczenia dieta, przy wszystkich unikałam nabiału, nie miała znaczenia forma opieki, wszystkimi zajmowałam sie podobnie, dużo nosiłam, karmiłam piersią, lulałam, śpiewałam kołysanki etc. Nie miało znaczenia miejsce zamieszkania itd. Jedyne co wydaje się być sensownie wytłumaczone, to ta niedojrzałość układu nerwowego. To kolkowe dziecko ma prawie teraz 6 lat i jest najbardziej wrażliwe z całego rodzeństwa i wolno dojrzewające emocjonalnie. Wynika z tego, że jako matka nie miałam kompletnie ŻADNEGO wpływu na to, aby zapobiec lub złagodzić jej kolki. Takie odziedziczyła geny w prezencie :-).

  8. Nela says:

    23 marca 2016 o 00:57

    U nas trójka dzieci i każde miało kolkę, ale przy trzecim była „nowość” kolka spowodowana była nietolerancją laktozy, kolce towarzyszyly jeszcze takie objawy jak brzydkie, jakby zgazowane kupki i takie dziwne przelewanie w brzuszku, pediatra polecił nam kropelki kolaktaza i w sumie w kilka dni zapomnielismy co to kolki i zaczelismy sie wysypiac rowniez ;-) na poprzednie szkraby za to działał szum suszarki albo pralka ;-)

  9. Agnieszka says:

    11 maja 2016 o 08:47

    U nas nic nie pomagało na kolki – ani częste noszenie w chuście i na rękach, ani szumienie, ani karmienie piersią na żądanie (wieczorem podczas ataku krzyku synek wypluwał pierś i płakał jeszcze głośniej), ani zmiana diety (jadłam tylko 7 produktów i to nic przetworzonego), ani kropelki z enzymami czy inne espumisany, ani chodzenie na spacery do lasu i siedzenie w ogrodzie. Wrzask trwał od 19 do 1 – 2 w nocy codziennie. Kolki ustały jak ręką odjął gdy dostał specjalne mleko dla dzieci kolkujących. Także… moim zdaniem warto karmić piersią, nosić i tulić, ale ogólnie by pomóc w rozwoju dziecka, niekoniecznie na kolkę. ;)

  10. Anna says:

    12 maja 2016 o 09:38

    Cześć!
    Trafiłam dziś na Twojego bloga (dzięki mataja.pl) i nadrabiam zaległości ;)
    A w temacie kolki – czytałam ten artykuł, czekając, aż pojawi się nawiązanie do dra Karpa (czy też Karpia, jak go pieszczotliwie nazywamy z mężem) i się pojawiło. Hurra! Miałam wrażenie, że na całym świecie tylko ja czytałam tę książkę, bo dotychczas nie mogłam znaleźć odwołania na żadnym blogu „parentingowym”.
    Moja córcia kończy właśnie trzeci miesiąc i jestem wielką wyznawczynią pediatrycznego „kościoła” dra Karpa (założonego w moim domu), jego metod oraz teorii czwartego trymestru. Nie twierdzę, że wszystko zawsze działało. Ciężki był zwłaszcza okres między 6 a 10 tygodniem. Niemniej gdyby nie jego rady, do których często sięgałam, nie wiem, jak byśmy sobie poradzili. Kołysanie, spowijanie i ulubione „szuszaczki” córki (czy to z YT, czy z USB) ratowały nam nieraz nerwy, a jej spokojny sen.
    I tak, zdaję sobie sprawę, że dziecko może mieć alergię, może być high-need baby, ale w magiczne słowo-wytrych pt. „kolki” nie wierzę :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *